Jak się zrazić do włoskiego, czyli Fiat Palio Weekend

Mieliście kiedyś do czynienia z autem, które mówiąc delikatnie — zraziło Was do danej marki? Ja niestety miałem i to nawet z kilkoma. Jednym z tych, co mi najbardziej zalazło za skórę, było Palio Weekend, czyli wytwór Fiata. Postanowiłem się więc skupić na tejże odmianie „światowego samochodu”, marki będącej obecnie częścią koncernu Stellantis.

A i uprzedzam gwoli ścisłości — to nie będzie encyklopedyczny wpis, chociaż postaram się zachować spójnie dane techniczne i historyczne. I uprzedzam, będą wulgaryzmy. Gotowi? No to jedziemy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Autor: Sony Krokiet

Globalne auto po włosku

Na początku trochę historii. W latach 90. Fiat wytworzył Punto, następcę Uno, który miał poprawić renomę marki. Chociaż to się udało dopiero przy trzeciej generacji, zwanej Grande Punto, to turyńska marka się nie poddawała. Jednym z jej pomysłów było globalne auto oznaczone kodowo Project 178. Pomysł padł na podatny grunt, toteż w 1996 roku w Brazylii zaczęto produkcję modelu Palio oraz Siena. Rok później turyńskie zakażenie zawitało do rodzimych fabryk Fiat Auto Poland, znanych dawniej jako FSM.

Oprócz tego Sienę/Palio i pobratymców składano także między innymi w Kolumbii, Włoszech czy Turcji. Z bardziej egzotycznych miejsc — montaż sedana odbywał się w Chinach oraz ponoć w Korei Północnej. Pyeonghwa Hwiparam, bo tak ochrzczono wóz w KRLD, miał być bardziej manufakturą na potrzeby propagandowe, aniżeli pełnoprawną produkcją — wóz składano z tajwańskich części.

Prawdopodobnie chińska wersja i tło ładniejsze od auta | Fiat

Gwoli zakończenia, produkcja w Polsce trwała do 2007 roku. W Brazylii z kolei „projekt 178” przetrwał dłużej, dużo dłużej. Na brazylijskim rynku model doczekał się trzeciej modernizacji oraz kolejnych generacji. Ostatecznie produkcję miano zakończyć w 2020 roku — wersja kombi miała być produkowana jako ostatnia pod nazwą Palio Adventure.

Fiat Palio Adventure | Wikipedia

Siena, Palio Weekend? Proszę uprzejmie. Palio i Strada — nie

Skoro wspomniałem o wersjach nadwoziowych… Do wyboru było kilka. Wymiary były podobne i wynosiły 4,1 metra długości, 1,6 metra szerokości oraz 1,4 metra wysokości. W zależności od wersji waga wynosiła około 1100-1200 kilogramów. Podstawowym nadwoziem był hatchback, czyli Palio — w wersji pięciodrzwiowej, oraz rzadszej trzydrzwiowej.

Dostępny był również sedan, o nazwie Siena.

Fiat Siena | podesłał SMKA, dzięki!

Od liftingu w 2001 roku Siena stała się Albeą. Czemu zmienili? Nie mam cholera jasna pojęcia. Metodologii nazewnictwa ówczesnej gamy Fiata nie rozumiem.

Tylna część przed liftingiem i po nim była taka sama. Przednia część we wszystkich wersjach także była identyczna do 2006 roku.

Fiat Albea, Palio Weekend, Strada czy Palio miały ten sam front

Największą wersją było Palio Weekend, czyli kombi. W stosunku do sedana czy hatchbacka nadwozie było dłuższe i wyższe.

Ostatnią była Strada, pickup w wersji krótszej i dłuższej. Palio (hatchback) i Strada (pickup) nie była oferowana u nas w Polsce — ale Siena (sedan) i Palio Weekend (kombi) owszem. Czemu tak? Cytując klasyka: Nie wiem, choć się domyślam.

Wczesna Strada | Wikipedia

A nie, wróć. W okolicach 2007 roku do Polski zawitała Strada, w wersji krótszej i po „liftingu”, jaki też przeszła Albea w tymże roku. Czemu dopiero wtedy ją zaczęto sprzedawać? Nie wiem, ale patrząc na Dacię Logan Pickup, to mogę się domyślać.

Kto za to odpowiadał, ktoś spyta. Otóż IDEA i Giugiaro — a dokładniej IDEA za wersję przedlitową, a Giorgetto Giugiaro za poliftową. Moim zdaniem Giugiaro najlepiej wychodziły kanciaste wozy; obłe czy inne okrągłe to jakieś nieporozumienie. Wracając do stylistyki — noo, jest. Znaczy, wygląda jak samochód kategorii AGD — czyli kupujesz, jeździsz i tyle. O ile jest sprawne, ale o tym potem.

Wnętrze i wykonanie, a raczej brak jakości

Nie ma co się oszukiwać, Fiat od zawsze był marką mniej lub bardziej budżetową. To, że powstawały przeróżne Fiaty (Ferrari) Dino czy inne 130, to nie zmieniło jej obrazu. Nawet dodawanie przeróżnego wyposażenia nierzadko osładzało ból z posiadania turyńskiego auta. Korozja czy mocno jako-taka jakość mechaniki czy samochodu dawała w kość.

No ale dobra, jak to wygląda? Cóż, w teorii w Siena/Palio i innych zmieści się pięć osób — poza Stradą, bo tam tylko dwie. W teorii pięć, a w praktyce cztery — a i tak będą miały ciasno, o ile to nie jest dwójka dorosłych i dzieci, ewentualnie pies. Czuć, że Siena/Palio to mały kompakt. Fotele? Taaak, są — wąskie i wygodne tak, że można stwierdzić, tak, to jest fotel. Nic ponadto. Spasowanie plastików i ogólnie deski? No cóż — może było, może nie.

W ogóle skoro przy wnętrzu mowa. To jak działa włoska myśl ergonomiczna, to mnie rozwala. Przykładowo, w biedniejszych wersjach nie było radia. Było miejsce na nie, a nad nim zegarek. Poza obsługą gwoździem czy wykałaczką to się nie ma o co doczepić. Problem robił się w wersji bogatszej, u nas oznaczanej jako HL – EL to ta biedniejsza; miała czarne zderzaki oraz obudowy lusterek. W bogatszych jak miałeś radio zabudowane, to zegarek leciał w dół. Dosłownie, BYŁ PRZED LEWARKIEM!

Fiat tak się wstydził lokalizacji zegarka, że pokazowy egzemplarz go nie ma | NetCarShow

Nie wiem, kto to wymyślił, serio. Nawet kurde Polonez co nie słynął z ergonomii deski rozdzielczej, miał zegarek PRZED kierowcą, a nie w dupie na słupie.

Tak, tam jest zegarek, mówię poważnie

Wuoskie projektowanie aut należy skwitować chłodnym uśmieszkiem

Zejdźmy z zegarka, a zajmijmy się wnętrzem, a raczej deską. Noo, deska była. Zegary na niej też — prędkościomierz, obrotomierz, paliwomierz oraz wskaźnik temperatury płynu chłodzącego. Nie ma co się przyczepić.

Wskaźniki są czytelne — zdjęcie zrobione na włączonym zapłonie, dlatego taka „choinka”

Kierownica? No też, jest. Dźwignia biegów czy ręcznego też pod ręką, a nie na drugim końcu tęczy. Aleee…. Pozycja za kierownicą to był włoski ślad. Ktoś kiedyś rzucił, że włoskie auta robiono pod szympansy czy orangutany. I Siena/Palio nie jest wyjątkiem. Nasuwa mi się tylko jedno — CZY KTOŚ KURWAŻMAĆ TAM USIADŁ PODCZAS PROJEKTOWANIA!? Bo na moje to nie, posadzili pluszową małpkę Bobo i „mamma mia signiore vittorio, siesta margherita buono mierda”.

Szybko wsiadasz i jeszcze szybciej wysiadasz

Żeby nie było, że tylko zrzucam zawartość głównych wydań serwisów informacyjnych. W kwestii schowków — parę było, między innymi ten po lewej stronie kierownicy, zamykana popielniczka, czy ten przy nieszczęsnym zegarków. Całkiem przyzwoicie. Z kolei wyposażenie, jak na przełom lat 90. XX wieku oraz 00. XXI wieku było… w porządku. Wspomaganie kierownicy, ABS, elektryczne przednie (!!!) szyby, radio kasetowe Blaupunkt oraz sześć głośników — przynajmniej w tym, co jeździłem; grały ZAJEBIŚCIE. Poza tym elektrycznie sterowane i ogrzewane lusterka, rynienki dachowe w wersji kombi, czy też przednie halogeny, co ciągle świeciły — pomogło ostatecznie odłączenie ich od elektryki — prince polo electrico. W opcji klimatyzacja, ale w tym egzemplarzu jej nie było. No pod tym kątem nie można się dowalić, serio. I to piszę ja, antyfan tego „wyrobu”.

Napęd, czyli to, co popycha tę psią budę Siena/Palio Weekend

Zależnie od rynku, do wyboru były przeróżne wersje silnikowe, benzynowe, jak i diesle. W Polsce były 1.2/73 KM oraz 1.6/101 KM FIRE benzynowe. W starszych był dostępny silnik 1.4/70 KM. One całkiem spoko współpracowały z gazem. Dynamika? Taaa, była — do 3. albo 4. biegu i 80 km/h — potem wóz tracił tempo i miał zadyszkę. W ogóle kurde Włosi mieli dziwny zwyczaj takich upośledzonych skrzyń, 5. bieg traktowali jako nadbieg. Nawet takie czinkłaczento w sportingu miało kopa do 3. biegu — a potem traciło dech.

1.2 FIRE — tu jest silnik — tak, to jest dobre miejsce na silnik

Gwoli „żetelności”, na innych rynkach oferowano wersję z sześciobiegowym „manualem”, a w Chinach — automat czterobiegowy. Napęd rzecz jasna przenoszono na przednie koła. Pewnym ewenementem było Palio Adventure, oferowane od 2008 roku — ono otrzymało napęd na cztery koła. Ta wersja nie była u nas oferowana. Co do osiągów — katalogowo prędkość maksymalna wynosiła około 160 km/h, a przyspieszenie 13-14 sekund od 0 do 100 km/h.

Co do zawieszenia i układu hamulcowego. Zawieszenie standard — kolumny McPhersona oraz tylna belka ze stabilizatorem. Hamulce tarczowe z przodu i bębnowe z tyłu. Domyślny samochód można by rzec. Żadnych hydrozawieszeń, Hydragasu czy innych bajerów.

Włoski budżetowiec o jakości kartonu

Jakby nie patrzeć, Fiat Siena/Albea oraz Palio/Palio Weekend to dosyć przeciętne samochody. Przeciętne zwłaszcza na tle tego, że to zwykły budżetowiec. Chociaż konkurowały u nas głównie z Daewoo Lanosem, tak mam wrażenie, że niższa klasowo Skoda Felicia zjadłaby ją bez popity. Poważnie, ilekroć przypomina mi się ta abominacja turyńska, tak mam ochotę rzucać kurwami i chujami. Niebezpodstawnie dodam — po prostu wóz miernej jakości, którego najchętniej bym spalił. A przynajmniej zezłomował przed skatowaniem na polu lub w lesie. Męczyliśmy się z nim osiem lat — potem zakupiono VW Caddy z 2005 roku i łopanie, kosmos normalnie w porównaniu z paździerzem włoskim.

Co w nim się psuło? Łatwiej mi powiedzieć co się nie zepsuło — butla z LPG, radio Blaupunkt i głośniki, sama kierownica oraz klapa bagażnika. Ten twór był sumą wszystkiego, co złe, co powstało pod logiem Fiata oraz co pochodziło z kraju w kształcie damskiego kozaka. Psuły się pierdoły i ważniejsze podzespoły. Przykładowo, urwała się klamka drzwi, kluczyk się wyrobił (norma w ówczesnych Fiatach), rozdwoił korek wlewu paliwa, czy mieszek dźwigni biegów wyszedł sam z siebie — bo tak, to Fiat. Nawet odstające mieszki były w prospektach. Z poważniejszych rzeczy to progi zniknęły — pomimo garażowania; silentblocki były wymieniane dosłownie co sezon, dwa razy była robiona skrzynia biegów — pierwszy raz w wieku 7 lat i przy przebiegu 120 tysięcy, drugi raz rok później…

Oczywiście standard dla silników FIRE, czyli elektronika — co chwila CHECK ENGINE, bo niby FIRE gaz lubi, ale sonda Lambda już nie, oraz wymiana alternatora, bo tak. Padł po siedmiu latach od wyjechania z salonu. A, no i przeciwmgielne przednie świeciły same z siebie — ot tak. Pomogło wypięcie wtyczek w lampach.

Żeby było śmieszniej, słyszałem też relację, jak w Sienie znajomego DWUKROTNIE silnik spadł — tak spadł, śruby przerdzewiały. Pierwszy upadek był, jak Siena miała 5 lat, później, jak miała 12. Po tym ostatnim udała się na miejsce stosowne — szrot. W Palio Weekend nie mieliśmy takiej „przygody” – ale kiedyś ktoś w internecie mi pisał, że wymieniał bak…

Włoskie nie są wspaniałe, są k… beznadziejne

Co rusz w polskiej części Internetu słyszę głosy, że Fiaty, a także ogólnie włoskie samochody — są wspaniałe i w ogóle doświadczenie mistyczne. Ich popleczniczy mówią, że są wymagające, ale są piękne i się niezbyt psują. Dodają też, iż mity o ich awaryjności kreują mechanicy i osoby co się nie znają albo jacyś tam — tutaj wstaw nielubianą grupę fanów aut. (Nie ma znaczenia czy od BMW, GM, Skody, albo Toyoty — wszyscy są źli). I kupujcie włoskie, bo są wspaniałe.

Powiem szczerze — GÓWNO PRAWDA.

Nie będę ukrywał, mam swoje ulubione wozy i te mniej lubiane — to jest normalne. Lubię też parę włoskich aut, więc to nie jest tak, że jestem całkowicie uprzedzonych do nich. Jednak te wszelkie wysrywy o „wzbaniauej wuoskiej modoryzancji” wywołują u mnie odruchy alergiczne. Ktoś powie, że Palio/Albea dobrze wyglądają – spoko, jego opinia. Czy to prawda? No niezbyt — jakoś nie słyszałem ani nie widziałem opinii w testach motoryzacyjnych, żeby pisali peany pochwalne.

Tak samo mechaniką — co z tego, że silnik FIRE jest całkiem przyzwoity, jak osprzęt czy skrzynię biegów wykonano z odpadów, jakie zostały po Alfasudzie. Swoją drogą, widzieliście na żywo Alfasuda? Bo ja nie. A tego ponad milion wyszło — prędzej spotkasz na zlocie Syrenę czy Moskwicza niż Alfasuda.

Wyposażenie i wnętrze? Szkoda gadać, niby pojemne i ze schowkami, ale fotele twarde, plastik gorszy niż w przeciętnym wozie z komuny, w środku ciasno, jak coś działa z wyposażenia, to może zaraz nie działać. Albo odpaść. Fajne te włoskie, takie ekologiczne. Same się biodegradują. Prowadzenie, komfort? Nuda i nic odkrywczego; a komfort — no siedzisz na krześle, a nie fotelu.

Ktoś może powiedzieć ej Krokiet bo tak piszesz bo wymagasz cholera wie czego od dupowozu a przecież są alfy, maserati czy inne ferrari i są wspaniałe. Cytując pewnego pana z dość znanego teleturnieju „otóż nie”. Nieraz można przeczytać opinie o tym, jak stare włoskie auta są kapryśne. Na stare Lamborghini czy Ferrari człowiek inaczej patrzy niż na Fiata. Stary wóz sportowy swoje braki rekompensuje prowadzeniem, dźwiękiem silnika czy sylwetką. Czym rekompensuje swoje braki Fiat? Beznadziejną jakością i dziwnym kultem marki panującym w Polsce — o ile to się jakoś sprawdzało przy 132 albo Mirafiori lub X1/9, tak przy Palio Weekend i reszcie już niezbyt.

Mocno przeciętny większy wózek na zakupy

Jak mógłbym podsumować całą ferajnę Siena/Palio/Albea/Palio Weekend/Strada? Cóż, tutaj ciśnie mi się tylko jedno, JEDYNE określenie. Wóz jednorazowy. Serio. A bardziej rozbudowanie, to same inwektywy, których i tak tutaj jest kilka. To nie jest żaden youngtimer alert czy tam inne przyszły klasyk — to zwykłe motoryzacyjne AGD, których powstawało bez liku — czy to włoskich, czy koreańskich. Kto się podnieca koreańskimi poza ludźmi chcącymi uchodzić za bardziej alternatywnych od przeciętnej alternatywki? No może z parę osób w tym jakiś dziwni jutuberzy — ale szczerze, brać to, co jutuberzy mówią za pewnik, to jest równie mądre co mieć alergię na osy i włożyć głowę do gniazda.

Z drugiej strony, słyszałem też pochlebne opinie o Sienie/Palio Weekend/Albei. Zazwyczaj byli użytkownicy chwalili prostotę samochodu czy też części warte przysłowiową paczkę fajek. Niektórzy wskazywali, iż to nie jest możliwe, żeby się psuł, bo pewnie felerny był egzemplarz i fjaty siem nie psójom. Taaa. To gdzie one są ja się pytam poza pojedynczymi sztukami? Bo na to mam tylko jedną odpowiedź — w skupie złomu, czekając na przerobienie na maszynki do golenia brody albo nóg.

Wbrew pozorom grafika tytułowa nie jest czysto złośliwa — one serio tam kończą żywot

W czasach produkcji Siena/Palio Weekend mogły być idealne do flot służbowych, mundurowych, czy też jako dziadkowozy. Przez kilka pierwszych lat mogły jeździć, w miarę, a potem zostać zutylizowane. Bo cykl użytkowania się skończył albo właściciel umarł. Potem dostawały albo i nie drugie życie jako taki wóz do zajeżdżenia. No mówiąc ogólnie, kupujesz taki za 2 tysiące i jeździsz, póki ma przegląd albo coś się nie zepsuje. Idealny do popisów na szosie albo na ręcznym na parkingu opustoszałego Tesco czy Geanta.

I nie przesadzam, zobaczcie, ile na drogach obecnie jeździ tych wehikułów. A potem porównajcie sobie, ile jeździ chociażby Audi 80 czy, no nie wiem, Renault Scenic I albo Opla Astry F.

Nie zdziwię się, że Audi czy Astry będzie więcej od Sieny/Palio.

Co myślisz o tym artykule?
  • Świetny (1)
  • Interesujący (0)
  • Przydatny (0)
  • Nudny (0)
  • Słaby (0)
Total
0
Shares

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj natychmiastowe powiadomienie email o nowych wpisach.

Bez spamu i reklam. Tylko najnowsza treść!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poprzedni
Kurołapki, drzwi samobójcze i otwierane pod wiatr – dlaczego nie są już tak popularne?

Kurołapki, drzwi samobójcze i otwierane pod wiatr – dlaczego nie są już tak popularne?

Następny
Silniki trzycylindrowe — zanim to było modne

Silniki trzycylindrowe — zanim to było modne

Zobacz także:
Total
0
Share