Spis treści:
Poniższa publikacja jest trzecim rozszerzonym artykułem serii #LosowaFura. Cykl ten realizowany jest na facebookowym profilu regularnie, a nowy tekst pojawia się raz w tygodniu. Na Motorewers.pl będę publikować bardziej rozbudowane historie tych pojazdów, wzbogacając je o dodatkowe informacje, szczegóły i zdjęcia. Takie artykuły nie będą publikowane regularnie i po kolei od pierwszego numerka, ale właśnie… w sposób losowy!
Oryginalny wpis: Losowa fura – #35 [30 grudnia 2023]
Wszystkie opisane pojazdy tej serii znajdziecie w dedykowanej kategorii poniżej.
Autor: Rastoporte
Luksusowy pojazd terenowy
Prawie sześć metrów długości, trzy osie i ponad 3,5 tony masy. Mercedes-Benz G4 powstał jako ciężki samochód terenowy dla wojska, ale ostatecznie najbardziej kojarzony jest z Adolfem Hitlerem i innymi przedstawicielami władz III Rzeszy.
Produkcja ruszyła w 1934 roku, a konstrukcja otrzymała fabryczne oznaczenie W31. Najczęściej występował z otwartym nadwoziem Tourenwagen mieszczącym siedem osób. Ogromna maska, dwa koła zapasowe po bokach i sześć kół. Niby luksusowa limuzyna, ale jednak terenówka.
Wojskowe początki
Mercedes projektował G4 dla Wehrmachtu jako ciężki samochód sztabowy. Nie powstał jednak od zera. Był rozwinięciem wcześniejszego Mercedesa G1 (W103), eksperymentalnego trzyosiowego samochodu terenowego opracowanego jeszcze pod koniec lat 20. G1 również miał układ 6×4 i nie trafił do większej produkcji. G4 W31 rozwijał ten sam pomysł, ale był większy, cięższy i znacznie bardziej luksusowy.
Ten pomysł nie sprawdził się jednak najlepiej. Samochód był naprawdę duży i skomplikowany technicznie. Do tego bardzo drogi i ciężki. Najczęściej podawane dane mówią o zaledwie 11 egzemplarzach przekazanych Wehrmachtowi i Luftwaffe. Do normalnego wykorzystania wojskowego znacznie lepiej nadawały się mniejsze i prostsze konstrukcje.

Jednak W31 ostatecznie znalazł inne zastosowanie. Pojazd spodobał się władzom III Rzeszy. Korzystali z niego Adolf Hitler oraz inni wysocy rangą przedstawiciele reżimu. Pojawiał się podczas parad, oficjalnych wizyt i przejazdów, między innymi w okresie aneksji Austrii oraz zajęcia Czechosłowacji.
Otwarte nadwozie Tourenwagen dobrze się do tego nadawało. Pasażerowie byli widoczni, mogli stać podczas przejazdu, a sam samochód trudno było przeoczyć. Nie oznacza to jednak, że G4 był po prostu „samochodem Hitlera”. Poszczególne egzemplarze należały do państwowej floty i korzystały z nich różne osoby.

Sześć kół i ciężka technika
Silnik napędzał wyłącznie dwie tylne osie, co mocno ograniczyło zdolności terenowe samochodu. Jednocześnie samochód otrzymał dodatkowy reduktor przydatny podczas jazdy w terenie oraz hydrauliczne hamulce na wszystkich sześciu kołach.
Do tego masa wynosiła około 3,5 – 3,7 tony i właśnie ona była jednym z największych problemów. G4 miał wprawdzie trzy osie i spory prześwit, ale w trudnym terenie tak ciężki samochód szybko dochodził do swoich ograniczeń.

Do napędu wykorzystano natomiast duże benzynowe rzędowe ósemki Mercedesa. Początkowo samochody otrzymały silnik o pojemności około 5 litrów i mocy 100 KM. Później pojemność zwiększono do 5,25 litra, a w ostatnich egzemplarzach do 5,4 litra. Moc dochodziła do około 110 – 115 KM. Jednostki były spokrewnione z silnikami stosowanymi w Mercedesach 500K i 540K, ale G4 nie otrzymał sprężarki mechanicznej znanej z tych modeli.
Osiągi siłą rzeczy odpowiadały masie. Prędkość maksymalna wynosiła około 67 km/h. Jednym z ograniczeń były terenowe opony, które przy szybszej jeździe mocno się nagrzewały. Zresztą większa moc niewiele by tutaj zmieniła, bo zużycie paliwa mogło przekraczać 30 l/100 km.
Więcej limuzyny niż terenówki
W zależności od wersji Mercedes-Benz G4 miał ponad 5,3 metra długości, a późniejsze odmiany zbliżały się do 5,9 metra. Rozstaw osi przekraczał cztery metry. Najczęściej budowano otwarte Tourenwageny, ale powstawały również samochody z zamkniętymi nadwoziami.

W kabinie znajdowały się trzy rzędy siedzeń dla maksymalnie siedmiu osób. Kierowca i pasażer siedzieli z przodu, za nimi znajdował się kolejny rząd, a na końcu duża kanapa. Samo wykończenie niewiele miało jednak wspólnego z prostym samochodem wojskowym. Skórzana tapicerka, drewno, chromowane elementy i dużo miejsca. Nad otwartym nadwoziem można było rozłożyć materiałowy dach.
Co więcej, przy tak małej produkcji konfiguracje poszczególnych samochodów różniły się między sobą. Część aut przeznaczonych dla najważniejszych osób otrzymała dodatkową ochronę. Znany jest między innymi samochód przygotowany dla Hitlera z pancernymi szybami o grubości około 30 mm i dodatkowymi elementami ochronnymi nadwozia.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie egzemplarze używane przez władze były opancerzone. Większość samochodów widocznych podczas parad i oficjalnych przejazdów była pozbawiona jakiejkolwiek ochrony.

Produkcja na niewielką skalę
Dokładna liczba zbudowanych G4 nie jest jasna. Najczęściej pojawia się 57 egzemplarzy. Według tego wariantu powstało 11 samochodów pierwszej serii, następnie 16 i 30 kolejnych. Technik Museum Sinsheim, które ma w swoich zbiorach oryginalnego G4, podaje jednak około 72 samochodów.
Ciężko znaleźć dobre wyjaśnienie, skąd te różnice się biorą. Liczba 57 podawana jest znacznie częściej, ale 72 pochodzi z poważnego źródła muzealnego, więc nie można jej ignorować. Tak czy inaczej mówimy o bardzo małej produkcji.
G4 dla Francisco Franco
Znacznie lepiej udokumentowana jest natomiast historia jednego z zachowanych samochodów. Pod koniec 1939 roku Hitler przekazał Mercedesa G4 hiszpańskiemu generałowi Francisco Franco w prezencie. Do Hiszpanii dotarł w styczniu 1940 roku i był to jeden z późnych samochodów z silnikiem o pojemności 5,4 litra.

W latach 2001 – 2004 samochód trafił do Mercedes-Benz Classic Center. Prace nie polegały na doprowadzeniu go do stanu „lepszego niż nowy”. Naprawiono mechanikę i uzupełniono brakujące elementy, ale zachowano możliwie dużo oryginalnego nadwozia, wnętrza oraz materiałowego dachu.

Drugie życie po wojnie
Inny G4 przetrwał z kolei w zupełnie inny sposób. Samochód znajdujący się obecnie w Technik Museum Sinsheim uczestniczył w przejazdach podczas aneksji Austrii, a później trafił również do Europy Wschodniej. Przetrwał II wojnę światową, a w późniejszych latach służył jako wóz strażacki.
Po latach rekonstrukcja przywróciła samochodowi wygląd zbliżony do pierwotnego. Obecnie ma silnik 5,4 litra o mocy 115 KM. Nie wszystkie jednak zachowane samochody dotrwały do naszych czasów bez modyfikacji i rekonstrukcji.

Nieliczne zachowane egzemplarze
Liczba istniejących G4 także nie jest jednoznaczna. Przez lata najczęściej pisano o trzech oryginalnych egzemplarzach. Technik Museum Sinsheim podaje obecnie cztery zachowane samochody. Do tego dochodzą repliki oraz pojazdy odbudowane z wykorzystaniem oryginalnych części. Sam wygląd nie wystarcza więc do potwierdzenia autentyczności konkretnego egzemplarza.
Mercedes-Benz G4 miał być ciężkim samochodem terenowym dla wojska. Wyposażony w trzy osie, reduktor, duży silnik i spory prześwit wyglądał na dobrego kandydata. Problemem było jednak ponad 3,5 tony masy, brak napędu przedniej osi, skomplikowana konstrukcja i wysoka cena. W praktyce wojsko nie potrzebowało takich samochodów w dużych ilościach.
Ostatecznie znacznie lepiej sprawdził się jako pojazd reprezentacyjny. Miał robić wrażenie i tak w istocie było. Był ogromny, wygodny, mieścił siedem osób i dobrze nadawał się do oficjalnych przejazdów.

Zabrakło ważnej informacji – G4 nie powstał z powietrza, był rozwinięciem konceptu G1 (W103), będącego pierwszą sześciokołową i „terenową” wprawką Mercedesa. A, no i nadwozie G4 wywodziło się z 770 „Grosser Mercedes”, a silnik ze sportowego 500 K 😛 i była też wersja dostawcza, której się zachowała prawdopodobnie jedna sztuka
Jest wzmianka o spokrewnieniu silnika z 500k i 540k. Dodałem pominięte pokrewieństwo z G1. Podczas tworzenia nie spotkałem informacji o wersji dostawczej, natknąłem się za to na wersję z radiostacją jako mobilny punkt łączności.
Wikipedia jest średnia jeśli chodzi o źródła, chyba że zdjęcia ; P a poważniej to wersji dostawczej zachowała się z jedna sztuka jak pamiętam i jest dosłownie JEDNO JEJ zdjęcie – jej fotkę kiedyś w odmętach internetu wygrzebał znajomy, więc to nie jest coś a’la potwór z Loch Ness