Spis treści:
Po raz szósty wybrałem 10 interesujących propozycji od sztucznej inteligencji. Tym razem będzie to jednak coś innego niż do tej pory, a z obrazów będziecie mogli niemal poczuć zapach taniego plastiku i gumy. Dzisiaj przegląd bazowych i najtańszych odmian drogich aut. Będą to typowo flotowe konfiguracje na stalowych felgach i z korbami w drzwiach.
Autor: Rastoporte
Wszystkie części serii „Modele i wersje, które nie powstały”
Bentley Bentayga
Bentayga to luksusowy SUV, a jego ceny w Polsce startują od około 870 000 zł. Używane egzemplarze z początku produkcji są oczywiście tańsze, ale o niskich cenach nie ma mowy, ponieważ oferty zaczynają się od około 340 000 zł.

Znacznie tańszą alternatywą mogłaby być maksymalnie zubożona wersja. Bez jakiegokolwiek sensu rynkowego, ale nie o sens tutaj chodzi, a o zabawę. Z zewnątrz mogłaby mieć zderzaki pozbawione lakierowania. Do tego dochodziłyby stalowe felgi, brak chromowanych ozdób, a nawet świateł przeciwmgłowych.

We wnętrzu również byłoby skromnie. Drewniane ozdoby znikają, a w niektórych miejscach zastępuje je czarny plastik. Z kolei duży wyświetlacz multimediów ustępuje miejsca podstawowemu odbiornikowi. Mimo uproszczonego charakteru nadal zachowuje swój styl i choć jest znacznie skromniejsze, wciąż może być przyjemne.

BMW serii 5
Najnowsza seria 5 z pewnością jest już wykorzystywana do komfortowego przewożenia pasażerów, jako trochę bardziej prestiżowa taksówka. Cena zaczynająca się od ponad 250 000 zł to jednak spory koszt dla przewoźnika. A gdyby jednak zaoferowano typowo flotową konfigurację dla operatorów transportowych?

Wyposażona w czarne zderzaki i stalowe felgi wcale nie wygląda najgorzej. Co więcej, mniej przetłoczeń tylnego zderzaka może się nawet podobać. Jedynym przejawem dodatkowego wyposażenia są przyciemniane szyby, ale to bardzo powszechne w autach typu taxi.

Wnętrze pozbawiono wszystkiego, co mogłoby mieć wpływ na cenę. Kierownica nie posiada żadnych przycisków, a jedyny powiew nowoczesności, oprócz kształtów, to mały wyświetlacz zastępujący wskaźniki i elektryczne sterowanie szyb. Natomiast środkowy ekran zastąpiła wnęka na drobiazgi. Do tego dochodzi brak ozdób, a nawet rażący w oczy brak środkowego podłokietnika.

BMW serii 7
Niedawno było głośno o tym modelu, ponieważ przeszedł poważny lifting. W katalogu BMW wyżej od serii 7 już nic nie ma, a ceny podstawowych wersji to wydatek co najmniej 0,5 mln zł. Skoro więc drogie siódemki są dosyć powszechne na polskich drogach, to i wersja flotowa z pewnością także cieszyłaby się popularnością.

Zewnętrzne zmiany to oczywiście brak chromów, plastikowe nerki z przodu bez podświetlenia oraz szare zderzaki. Oświetlenie z przodu byłoby tradycyjne, bez LED-ów czy laserów, a opony znalazłyby się na obowiązkowych tutaj felgach stalowych.

We wnętrzu widać jeszcze więcej zmian, bo stąd zniknęło niemal wszystko. Od jakichkolwiek zdobień aż po cały zestaw multimediów. Zamiast ekranu przed kierowcą pojawiają się analogowe zegary. Z kolei zamiast dużego ekranu do obsługi systemu w samochodzie mamy jednoslotowe radio. Na tunelu zamiast pokręteł do obsługi funkcji i przycisków znalazły się uchwyty na kubki oraz plastikowe przegródki, a sterowanie skrzynią biegów przeniesiono do dźwigni za kierownicą. Z wyposażenia zachowały się jednak elektryczne szyby i sterowanie fotelami, ale nic poza tym.

Cadillac Escalade
Amerykański SUV od dłuższego czasu przytłacza rozmiarami i luksusem. Ceny w USA startują od 100 000 dolarów i nawet w podstawowej wersji nie jest biednie. Dlatego dzisiaj przyjrzymy się jego alternatywnej wersji, która może posłużyć jako auto dla wszelkiego rodzaju służb.

Zmiany zewnętrzne są obszerne i zaczynają się od oświetlenia. Tradycyjne główne lampy i brak charakterystycznego LED-owego pionowego zęba to dopiero początek. Dalej mamy plastikowy dół zderzaka, brak chromów na całym aucie oraz stalowe felgi. Z tyłu wygląda to podobnie. Zniknęły chromowane końcówki wydechu, a długie pionowe lampy w słupkach zostały zastąpione zwykłymi i mniejszymi.

W przypadku Escalade mamy do czynienia z zupełnie innym wnętrzem niż w produkcyjnym modelu. Ogromny ekran zastąpiony został wyłącznie analogowymi zegarami, a reszta miejsca to po prostu plastikowa wnęka. Ponownie widoczne są ręczne pokrętła od nawiewów i lewarek ręcznej skrzyni biegów, a z kierownicy zniknęły wszystkie przyciski. W efekcie jest tutaj wyjątkowo smutno i ponuro.

Ferrari Luce
Elektryczne Luce wywołało niedawno mnóstwo kontrowersji, nie tylko przez wygląd, ale też jego cenę. Astronomiczna kwota 640 000 dolarów to ponad 2,3 mln zł, co nie do końca wydaje się uzasadnione. Wracając jednak do tematu dzisiejszej publikacji, co powiecie na tańszą odmianę Ferrari Luce dla taksówkarzy? To, co stworzyła sztuczna inteligencja, jest moim zdaniem genialne i naprawdę niczego tu nie brakuje.

Plastikowe zderzaki? Są. Uproszczone oświetlenie przód/tył? Jest. Stalowe felgi? Oczywiście. Nadwozie pozbawione lakierowanych czarnych elementów? Obowiązkowo. Dzięki temu otrzymujemy pozbawiony wszystkiego, czysty projekt Luce.


Jeszcze lepiej sytuacja wygląda we wnętrzu. Przyciski z kierownicy oczywiście zniknęły, a plastiki przybrały tradycyjny szary kolor. W miejscu obsługi skrzyni biegów zagościł tradycyjny lewarek, ale uchwyty na kubki pozostały na swoim miejscu. Kieszeń w desce ponad uchwytami również pozostała bez zmian, więc tutaj AI miała ułatwione zadanie. Obracany tablet ze środka deski oczywiście zniknął, a w jego miejscu umieszczono kolejny schowek. Natomiast sterowanie klimatyzacją i nawiewem w klasycznej formie trzech pokręteł wylądowało bezpośrednio na desce obok nowego schowka.

Hyundai Ioniq 5
Elektryczny hatchback udający crossovera też do tanich nie należy, bo ponad 200 tysięcy to kupa forsy. W przypadku elektrycznych aut, które coraz częściej wykorzystywane są do zarobkowego przewozu ludzi, tańsza wersja może mieć znacznie więcej sensu, niż się z początku wydaje.

Wizualne zmiany w tej propozycji nie są aż tak mocno widoczne. Zderzaki praktycznie pozostają bez zmian, a nakładki na nadkola już fabrycznie są plastikowe. Uwagę zwracają natomiast stalowe felgi i przednie oświetlenie w technologii tradycyjnej.

Za to we wnętrzu robi się znacznie bardziej ponuro. Fabrycznie jest ono dosyć minimalistyczne, a teraz wygląda po prostu biednie. Niby główne dwa wyświetlacze zostały zachowane, ale pozbawienie ich zdobień i kolorów sprawia znacznie gorsze wrażenie. Dodatkowo sterowanie klimatyzacją stało się manualne, na tunelu pojawił się lewarek zmiany biegów, a z kierownicy zniknęły przyciski.

Mercedes-Benz G-klasa
Aby jeździć tym samochodem w wersji podstawowej, trzeba wyłożyć z kieszeni co najmniej 660 000 zł. A takie podstawowo wyposażone egzemplarze to zapewne tylko procent całej sprzedaży, więc tańsza wersja nie jest potrzebna. Załóżmy jednak, że G-klasa zachowuje swój użytkowy charakter i Mercedes buduje nie tyle tańszą odmianę, ile prostszą z przeznaczeniem czysto off-roadowym.

Taka wersja mogłaby wyglądać właśnie tak, ponieważ wnętrze pozbawiono niepotrzebnych dodatków mogących ulec uszkodzeniu w terenie. Podstawowe wskaźniki zastąpiły prostokątny tablet, a w jego centralnej części wmontowano radio. Z kolei centralne kratki nawiewu AI zastąpiła sterowaniem klimatyzacją, a przyciski do reszty wyposażenia ustąpiły miejsca plastikowym zaślepkom. Na kierownicy została tylko część przycisków, a całość jest po prostu szara i pozbawiona ozdobnych wstawek.

Z zewnątrz zmian niewiele, bo G-klasa to po prostu pudło na kołach. Plastikowy grill i zderzaki oraz stalowe felgi z terenowym bieżnikiem to wyposażenie obowiązkowe, natomiast nowością mogą być plastikowe lusterka bez kierunkowskazów.
Mercedes-Benz S-klasa
Ten model S-klasy ma już swoje lata, ale można go jeszcze bez problemu spotkać. I to nie tylko na podjazdach dużych willi, ale także jako samochód do przewozów pasażerskich. Mercedesy często eksportowane są np. na Cypr, gdzie są ulubionymi autami taksówkarzy. Właśnie dla nich świetnym rozwiązaniem byłaby maksymalnie tania odmiana, ale oferująca tyle przestrzeni, ile ma S-klasa.

Plastik zastąpił chromy, od ramek szyb, przez klamki, aż po przedni grill i całe zderzaki. Oczywiście stalowa felga jest tutaj absolutnie obowiązkowa. Z maski zniknął nawet charakterystyczny celownik.
Nie inaczej jest w środku, gdzie kształt deski się nie zmienia, ale próżno szukać drewna, a jedyną ozdobą są chromowane ramki wokół nawiewów. Do tego dochodzi szara kolorystyka, brak sterowania systemem multimedialnym na tunelu i wyjątkowo dobrze pasujące pokrętła od klimatyzacji. Zachowany został za to podłokietnik i pełna elektryka szyb.

Peugeot 508
Reprezentantem Francji będzie druga generacja Peugeota 508. Jest to jednocześnie najmniej prestiżowy i najtańszy samochód w dzisiejszym zestawieniu, ale nie sposób go pominąć.

Głównie z powodu drastycznych zmian i dobrego, flotowego klimatu. Auto jest maksymalnie uproszczone z zewnątrz i pozbawione świateł do jazdy dziennej w postaci kłów. Zamiast nich jest po prostu plastik. Nieco zaskakuje brak nielakierowanych zderzaków, ale stalowe felgi nie pozostawiają złudzeń, z czym mamy do czynienia.

Podobnie mają się sprawy we wnętrzu. Czarne plastiki w kolorze piano black zniknęły, tak samo jak przyciski z kierownicy. Zegary stały się analogowe, a wyświetlacz z konsoli centralnej ustąpił miejsca zwykłemu odbiornikowi.

Rolls-Royce Phantom
Najgrubszy z projektów alfabetycznie wylądował na samym końcu. Rolls-Royce Phantom to klasa sama w sobie, a jego ceny startują z okolic 600 000 euro, co przekłada się na ponad 2 500 000 zł. Auto o wartości ciężarówki wypełnionej pieniędzmi nie wystąpi nigdy w tańszej odmianie, bo i po co? Na szczęście nie trzeba mieć dyplomu z obsługi programu graficznego, aby móc to sobie wyobrazić.

Sztuczna inteligencja pokazuje jednak, że Phantom w takiej wersji może być ciekawą propozycją. Plastikowe zderzaki i pozbawiony chromów grill nawet nieźle się komponują. Uproszczone oświetlenie jeszcze nie odstrasza, podobnie jak felgi w prostym wzorze, ale jednak inne niż zwykłe stalówki. Z tyłu chromy również zostały zastąpione czarnym plastikiem, a do tego pojawił się nielakierowany zderzak i pojedyncza końcówka wydechu.

Kabinę także pozbawiono chromów, drewna i ozdób. Zamiast dużego wyświetlacza na całą szerokość deski są analogowe wskaźniki i plastikowa zaślepka. Obowiązkowo znalazły się trzy pokrętła od manualnej klimatyzacji oraz tradycyjne radio. Pozostawiono podłokietnik i ogólny krój deski, dlatego jak na bardzo tanią wersję, nadal jest tu całkiem nieźle.
